• Wpisów:29
  • Średnio co: 21 dni
  • Ostatni wpis:87 dni temu
  • Licznik odwiedzin:5 834 / 634 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Zakochac sie tak by mylic ziemie z niebem
Serce zacznie tykac jakby zaraz mialo eksplodowac
W aniele i strozu
Niech me serce eksploduje
dla niego

Nie bede roszczyc sobie zadnych praw, obiecuje
Zazdrosc rozwieja gwaltowne wiatry
noszace imiona pozytywnych uczuc
Zaglusze je
melodia upojenia zdmuchnie wszystko co zle
Chwile slabosci na zawsze utkna w mej malej glowie
karmic sie bede wspomieniami wrzuconymi do pudla

Kiedy przestajesz stapac na ziemii wlasnymi stopami
Kiedy zapominasz jak to jest bladzic i gubic sie w nieznanym
Kiedy kazdy smutek chowa sie za promykami gwiazdy centralnej
Kiedys zakocham sie w ten sposob
a moje oczy upieksza kazda niedoskonalosc, do perfekcji
idealna nieidealnosc w innym ciele
to jest to czego chce moje serce

Moje dlonie krzycza by pielegnowac jego zalety
Moja cialo chce sie oddwdzieczac za kazda chwile w ktorej poczuje sie bezpieczne
Gwiazdy milosci wskaza droge
i nadadza sens zblizajacym sie wschodom slonca
Tak wlasnie mocno moje serce jest gotow pokochac
 

 
Kiedy jest Ci smutno?
 

 
Czym jest miłość? Czym jest zauroczenie? Czym jest uwielbianie?

Moje serce jest mało otwarte na jakiekolwiek uczucia, pomimo tego, że jest ich pełne.

W głowie tworze swój obraz.

I wiecie co? Powinni wysłać mnie do psychiatryka za posiadanie tylu uczuć. Ból, nienawiść, strach, współczucie, miłość, radość, podekscytowanie. Śmiech, przerażenie, łzy.

Czemu w takim razie nie mogę ofiarować komuś chociaż cząstki tego co czuję? Czemu moje serce zamyka się na nowe doznania, płaczliwie chcąc pozostać w jego strefie komfortu.

Żyjemy w świecie kiedy wrażliwość jest grzechem, a wybawieniem jest bycie egoistą.

Uczę się być egoistą.

I idzie mi...
całkiem ok. - chciałabym powiedzieć

Może i szłoby mi całkiem ok, gdybym nie przejmowała się tak ludźmi. Gdybym widząc wyczerpanego staruszka, nie zamartwiała się czy dojdzie do domu. Gdybym słysząc płacz dziecka, nie płakała razem z nim. Gdyby wszystkie pandy w cyrku były mi obojętne.
Gdyby całe to zło na świecie, sprawiało mi więcej radości niż przykrości.

Obdarowując kogoś cząstką siebie, obdarowałabym troską, ciepłem i szczerością.

Ale najpierw
trzeba by było
przebić się przed ten lód
roztopić go, jakimś sposobem
i utrzymać ogień
by nie zamroził się znowu.
 

 
"Trochę więcej czasu

Trochę więcej odwagi

Trochę trochę mniej, mniej słońca

Trochę więcej powagi"
 

 
ćsiii - Powiedziała Marysia - cicho, bo nas usłyszy.
Jej niewinny, dziecięcy głosik miał w sobie zdecydowanie za dużo strachu. Jej oczy płonęły. Czy to, co tam było widać to na pewno jedynie przerażenie? Nie sądzę. Jej oczy były tak niewyraźne, że odnosiło się wrażenie, jakby były pokryte odłamkami szkła, które zaraz ma się rozproszyć na milion małych kawałków.
Nie płacz.
Płacze.
Nic nie mówię, pozwalam jej oddać się emocjom, sama utrzymując silną postawę. W końcu jestem starsza, jedyne o czym myślę, to to, aby zapewnić jej bezpieczeństwo, a żeby czuła się bezpiecznie nie może zauważyć, że sama panikuję. Jej szloch staje się głośniejszy. Jeszcze głośniejszy. Ukrywa przede mną oczy. Wstydzi się.
Nie płacz.
Płacze.
-Słuchaj - mówię, zastanawiając się jak dobrać odpowiednie słowa - to jest okej, płacz nie czyni Cię słabym.
Patrzy na mnie, cichnie. Nie chcę patrzeć jak płacze, ale pozwalam jej. Znów odwraca wzrok.
-Wiem, że jesteś silna. Łzy nie są oznaką słabości. Pokazują, że zmagamy się z czymś naprawdę trudnym, że boimy się ale wychodzimy na przeciw naszym lękom. To jest siła - bać się, a mimo tego nie rezygnować z walki.
Gdy ponownie odwróciła wzrok w moją stronę, spoglądając na mnie, zatrzepotała kilka razy swoimi gęstymi rzęsami, jakby nie zrozumiała ani słowa z tego co właśnie powiedziałam. No cóż. Ma dopiero kilka lat.
Nagle gwałtownie się zerwała i zaczęła uciekać. Biegnę za nią, starając się nie stracić jej z oczu. Ogląda się za siebie. Przyśpiesza.
-Zaczekaj! - krzyczę. Odwraca się. Płacze. Ucieka. Chcę ją złapać, przytulić, ochronić przed ciemnością, której unika. Nieszczęśliwy upadek ułatwił mi do niej dostęp, nie tracąc czasu podbiegam, chwytam ją i widzę te same przerażone oczy. Czego ona tak się boi?
Pytam przed czym ucieka, odpowiada, że przed sobą.
Przed sobą.
Co to znaczy?
-Ty - mówi. Nadal nie rozumiem, otwieram szerzej oczy ze zdziwienia - Jesteś przyszłą mną, a ja nie chcę stać się Tobą.
 

 
Zaczęłam czytać. Znów.

Niesamowite. Siedzisz/leżysz na kanapie, na podłodze, na łóżku cały dzień (jeśli książka jest dobra), mija kilka godzin, godzina za godziną.

A Ty. Nadal siedzisz. Co jakiś czas zmieniając miejsce. Pozycję. Z pleców na brzuch. Z brzucha na plecy. Cisza. Jest dołująca. Głośna. Krzycząca "samotność". Ale Ty zagłuszasz tą ciszę. Znajdując się w innym świecie.

Nie interesuje mnie, że to co pisze jest depresyjne, nudne, średniej jakości. Na codzień udaję szczęśliwą. Śmieję się z dowcipów, tańczę, "walczę" o swoje cele, tłumaczę i przekonuję, że życie jest jednak piękne, że wszystko zależy od punktu widzenia i warto być pozytywnym. Bo będąc pozytywnym przyciągasz wszystkie dobre rzeczy, odpychasz zło oraz jesteś szczęśliwy.

Problem jest w tym,
że
nie zawsze to działa w ten sposób.

I pomimo tego, że próbuję, naprawdę próbuję. To jednak nie jestem w stanie zagłuszyć tej pustki, która sama nie wie czym chce być zapełniona. Jestem pewna, że nie tylko ja mam te uczucie.

Przestałam się otwierać przed ludźmi. A może nikt mnie nie słucha? Dlatego to miejsce powoli staje się miejscem, gdzie naprawdę piszę co myślę, które w jakimś stopniu staje się częścią mnie i któremu oddaję kawałek swojej duszy.

Zawsze martwiłam się o to co pomyślą o mnie inni, nigdy nie chciałam wyjść na kogoś dołującego się błahostkami lub bez powodu, dlatego wszystko duszę w sobie. Tutaj to się zmieniło. Anonimowość mi w tym pomaga.

100% anonimowości = 100% szczerości.

Chociaż nadal uważam co piszę.
  • awatar Pantokratorka: Mam bardzo dużo refleksji związanych z treścią Twojego wpisu, bo trochę się czuję, jakbym czytała siebie :)
  • awatar Keight: No i super! Pisz co chcesz, pod warunkiem, że będziesz tak prawdziwa jak teraz :) Ściskam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Pisanie jest częścią mnie.
Tak samo jak woda jest częścią ziemi.
Słowa, które łatwo przelać na papier, bo są formą pisemną
Nie trzeba ich wypowiadać
Na głos
Prawdziwe emocje są zbyt prawdziwe, by mówić o nich głośno
Dlatego
Cisza może mówić więcej niż słowa
Milczenie
jest
językiem
uczuć
 

 
Chciałabym by ktoś zawładnął moim światem.
 

 
Z czasem, kiedy juz dorastamy, wiek dojrzewania mamy za sobą, przestajemy się troszczyć o opinię innych. Doceniamy to dostajemy i rozumiemy, że warto dać coś w zamian. Mówimy głośno co myślimy, bo z wiekiem przytakiwanie więcej już nas nie zadowala. Pragniemy zdobywać wiedzę na własną rękę, nie będąc do tego zmuszanym.

Więc skoro doświadczenie uczy nas samodzielnego myślenia, samodzielnego działania, podejmowania własnych decyzji i za wszelką cenę dążenia do celu, bez pomocy rodzicielskiej, DLACZEGO WCIAŻ NIEKTÓRZY ZACHOWUJĄ SIĘ JAK DZIECI?
 

 
Kochani, wyświadczycie mi przysługę????
Mianowicie piszę pracę do collegu na temat analizy poszczególnych produktów tworzonych przez media. Ci którzy mniej więcej ogarniają język angielski, czy mogliby wypełnić ankietę, którą zrobiłam w celu badań, jak te produkty są odbierane przez adresatów.

Ankieta jest prosta, składa się jedynie z kilku pytań na temat dwóch różnych plakatów tego samego filmu "Avatar", pytania są mniej więcej typu "ile masz lat?", "co lubisz w tym plakacie?"

Z góry dziękuję tym, co chociaż zainteresowali się tematem.

Oto link:
https://docs.google.com/forms/d/e/1FAIpQLScyN3s8xWE31LtB9kcZfP4GYtOsf5H8wg-y2tTLoRSHbjFEWw/viewform
 

 
Jeśli miałabym się zabić, zrobiłabym to dzisiaj
Jeśli miałabym się zabić zrobiłabym to dzisiaj
W tym czasie, w tym miejscu, o tej porze
Bo nie ma na co czekać
Filozofowie mówią: nie odkładajmy rzeczy na później, bo może już być za późno
Tak, owszem
Co jeśli pokocham życie?
Co jeśli już w tym momencie z każdą sekundą kocham te życie bardziej?
Nie, nie odłożę tego na później
Zrobię to tu i teraz
Tu i teraz
Bo inni tak mówią
Trzeba w końcu słuchać innych
Są bardziej doświadczeni
I wiedzą co mówią
Ah, inni są tacy mądrzy
Więc zabiję się
Biorę do ręki nóż i zabijam się

Ha nożem, co za prostactwo
Za pospolite by mogło zdarzyć się i mnie
Zabiję się
Albo może jednak nie
A może myśle, że życie piękne jest
Na miliard popieprzonych jego sposobów
Tak, życie piękne jest

On mówi, że oni nie mają szansy przyjść na świat
Czy powinni żałować?
Powinni?
Mogliby sami ocenić
Ale nie ocenią
Więc i ja z szacunku do nich
Nie zabiję się
I Ty też, nie zabijaj się
Pokaż władcy wszechświata
Swoją odwagęm siłę i wdzięk
Unosząc głowę do góry
Nad swoim życiem zapanuj sam
Nad sobą
Nad emocjami
Znajdź swoją drogę
I bądź
I ja będę

Więc spójrz na zegarek, policz sekundy w których zaczynasz kochać życie
Albo lepiej odłóż zegarek i nie licz czasu
Po prostu bądźmy
Zatrzymując się na chwilę
Dłuższą chwilę
Myśląc nad marzeniami
Nie masz marzeń?
Już umarłeś
Nie musisz się zabijać
Ożyj
Zmartwychwstań
I zacznij działać
I ja zacznę działać
Ale ja żyję
I nie chcę umierać
  • awatar Gość: Czemu płaczesz, chłopczyku Rzęsistymi łzami? Bo zgubiłeś kogucika na patyku? Bo wszystko skończone między nami? Dlaczego przestałeś wierzyć w miłość? Dlaczego mówisz "dość"? Kocham cię mocno sercem matki - Nie wierz w inne wroga gadki... Wtulasz się w wielką postać By jej ramiona cię pocieszyły - Czy wiesz, że możesz cios śmiertelny dostać Bo widziałem, jak koła ciężarówki kogoś miażdżyły?
  • awatar Gość: Żyj i nie umieraj, ja też Kochaj mnie jak jeż Albo jak skowronek Co wiosną rozwesela dzionek A ja ci na pewno sie odwzajemnię Bo kocham cię potajemnie Oddam ci swoją duszę Cały świat tym poruszę Kochaj mnie nieustępliwie Nie cofaj sie lękliwie Bo wyczekuję twej miłości Jak upragnionych gości...
  • awatar Gość: Ty zacznij działać , a potem dopiero ja - bo jak ja zacznę, to wysadzę ten świat w powietrze xd
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Czuje, że nie pasuje do tego świata. Pozbawieni braku kultury ludzie odrażają mnie. Siedząc w autobusie mam wrażenie, jakbym była kimś wysłanym z zupełnie innego miejsca w celu obserwowania zachowań ludzkich. Wcale nie mam ochoty zniknąć, mam ochotę znaleźć pudełko puzzli do których będę pasować.
 

 
Czym jest szczęście?


Szczęście to promyki słońca, oświetlające nam zapierający dech w piersiach krajobraz.

Szczęście to patrzenie na góry i obserwowanie natury.

Szczęście to nogi, które możemy zmusić do pokonania tysięcy kilometrów.

Szczęście to muzyka wypływająca z naszych słuchawek.

Szczęście to wiedza zdobyta, poprzez nasze doświadczenie, oraz te które nam przekazano.

Szczęście to książki, które uczą nas to czego jeszcze nie wiemy.

Szczęście to podróże ukazujące zarówno piękno i zło tego świata.

Szczęście to inspiracja, czerpana z czegokolwiek się da.

To kreatywność otwierająca nam umysł na masę możliwości.


Oto moja definicja szczęścia.
 

 
Wraz z upływem czasu zmieniamy się, to wiemy. Ale czy aby na pewno jest to zmiana, czy bardziej zatuszowanie prawdziwego JA, żeby dopasować się do norm, prezentowanych przez innych ludzi, stanowiących większość. Powiedziałabym, że wyróżnia się dwa typy zmiany. Pierwszy jest już wyżej wspomniany, kiedy zatracamy siebie przez wejście w inne towarzystwo, poprzez dopasowanie się do ludzi wśród jakich się otaczamy. Żeby nie odstawać zaczynamy interesować się podobnymi tematami, rzeczami, sposobami na spędzanie czasu, aż w końcu wchodzi nam to w nawyk. Doświadczenie natomiast uczy nas kim jesteśmy. To w jakich sytuacjach czujemy się najpewniej daje nam lekki zarys osoby, jaką tworzymy, a nasza zmiana spowodowana jest właśnie tym, że jesteśmy coraz bliżej odkrycia prawdy, mówiącej nam o nas i naszym JA. Jeśli raz się sparzyliśmy, następnym razem trzymamy się z dala przyczyny naszego cierpienia. A może utkwiło nam to tak bardzo w podświadomości, gdzieś na dnie naszego serca tak głęboko, że zamykamy się w sobie, rezygnujemy z marzeń, zapominamy w jakim celu żyjemy. Stajemy się wtedy bezbarwni, bezosobowi i nijacy. Wszystko dlatego, ponieważ przestaliśmy rozwijać to, co w nas dobre. Nie jesteśmy nawet świadomi tego co w nas dobre. Bezskutecznie próbujemy coraz to nowych rzeczy, pomijając te, które dają nam prawdziwą satysfakcję. Możemy udawać kogoś innego, ale siebie nie oszukamy. Będzie nam to się odbijać pustką, która domaga się by ją czymś zapełnić. To kim naprawdę jesteśmy jest osadzone głęboko w naszych duszach, może to być mała kropka, ale ta kropka mogłaby urosnąć, wypełniając całych nas szczęściem, spokojem i harmonią.

Świat introwertyków jest taki piękny, oni mają tyle do powiedzenia a milczą.
Samotność rozwija.
  • awatar Humuhumunukuapua'a: Po prostu najlepiej jest być zawsze sobą, bo wtedy polubią i zostaną Ci co do Nas na prawde pasuja ;)
  • awatar Keight: Kurczę, duszyczko, masz dopiero 18 lat? Bardzo mądry i wartościowy wpis. Żałuję, że nie odkryłam tego wcześniej (;
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Hej. Mieliście tak kiedyś, że gdzies tam zatraciliscie siebie? Mogło mieć na to wpływ wiele czynników, między innymi zmiana otoczenia. I nagle zaczynacie zastanawiać który moment był tym przełomowym. Czy to stało się dlatego żeby dopasować się do otoczenia? Żeby nie musieć się już czuć innym, żeby mieć z kimś o czym rozmawiać, a nie stać cicho z boku bo nie masz nic ciekawego do powiedzenia. Ale nie da się rozmawiać o rzeczach które Cię kompletnie nie interesują. Możesz oklamywac ludzi dookoła, ale siebie nie oszukasz. Udawanie kogoś kim nie jesteś nie uratuje Cię przed samotnością, bycie dumnym z właśnie tego jaki jesteś-owszem.

Do Anglii wyjechałam 3 lata temu i musze powiedzieć ze przez te 3 lata ogromnie się zmieniłam. Z dziewczyny, która kochała koncerty, stałam się klubowiczka, chociaż kiedyś klubów unikalam jak ognia. Nie sądziłam ze mogę tam czegokolwiek szukać. Wolałam domówki, ogniska, festiwale i cenilam sobie przyjazn, podczas gdy teraz stronie od ludzi, ciężko mi komukolwiek zaufać, nie przywiązuje się i trzymam się z boku.

Jeszcze 3 lata temu towarzyska nastolatka z gronem świetnych przyjaciół, mająca niesamowite zainteresowania, teraz leży całe dnie w łóżku i jest najnudniejszą osobą z jaką mam konieczność przebywać. Jak do tego doszło? Nie mam pojęcia. Brak ludzi z podobnymi zainteresowaniami, ludzie ciągnący na dno, bariera językowa z którą przyszło mi walczyć każdego dnia. W ostateczności nie wiem kim jestem, co lubię, co sprawia mi przyjemność. Nie mogąc rozwijać swoich zainteresowań duszę się. A nieświadomie próbując się w jakimś stopniu przypodobać się innym wychodzi z tego szambo.
  • awatar Pantokratorka: Tak, kiedyś też tak miałam, że od pewnego momentu wycofałam się z życia i zamknęłam w sobie. Trafiłam w takie środowisko w którym czułam się obca, ale nie miałam na tyle odwagi aby mocno złapać się tego, co mnie tak naprawdę pociągało. Z biegiem czasu zapomniałam o tym, co lubię i zaczęłam się przejmować innymi... Ale teraz moje życie wygląda zupełnie inaczej, odnalazłam zajawkę i nie boję się ruszyć w świat. Rozumiem Twoją sytuację, sama też mieszkałam za granicą. Źle czułam wśród obcych ludzi, nikt nie rozumiał ani mnie, ani problemów z jakimi się zmagałam (ja sama też nie byłam ich świadoma tak naprawdę). Może faktycznie odnalezienie bratniej duszy mogłoby Ci pomóc w odnalezieniu siebie i przepracowaniu tego, co w Tobie siedzi? Wydaje mi się, że jednak nie warto się zamykać w sobie... Przynajmniej z mojego doświadczenia.
  • awatar Keight: Mieliśmy tak po drodze, ale daj sobie czas na odnalezienie siebie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Nie podoba mi się ten świat. Nie podoba mi się to, ze ludziom zbyt łatwo wszystko przychodzi i wydaje im się jakby nie musieli na nic sobie zapracować.

Wszystko to, co było kilkadziesiąt lat temu

wychowanie
honor
duma

jakby gdzieś się ulotniło.

W dawnych czasach, kiedy to jeszcze nie mieliśmy internetu. Kiedy skontaktowanie się z bliskimi nie było takie łatwe, ludzie bardziej doceniali rzeczy. Co z tego, że teraz żyje nam się lepiej, dzięki dzisiejszej technologii? Skoro do rodziny dzwonimy tak czy siak średnio na pół roku, bo wolimy się poniżać w sieci przed znajomymi. I ten wyścig, które z nas ma lepsze życie... Bardziej ciekawe, intrygujące. Kogo to obchodzi? Najzabawniejsze jest to, że teraz obchodzi to każdego. Kiedyś każdy patrzył tylko na siebie, a dobre wychowanie i kultura nie pozwalały na plotki i życie cudzym życiem. Owszem, ludzie nadal plotkowali, bo kto nie lubi ploteczek przy kawie? Ale robi to z klasą! To było coś, pomiędzy codziennymi czynnościami, po spełnieniu swoich obowiązków, a nie coś czym ludzie żyli i karmili siebie z dnia na dzień.

Ludzie woleli się bawić. A zabawa nie kojarzyła im się z ćpaniem i popijawą, po której z ledwością zataczali się do domów. Było to coś bardziej ekscytującego. Tańczyli, rozmawiali ze sobą, żartowali, a nie przepychali się aby tylko wypić kolejny kieliszek.

Romantyzm. Ah, jakże wszystko było obiecujące. Każda złożona obietnica, domagała się spełnienia. A pisanie listów i czekanie na odpowiedź, pozwalało docenić ukochanego. Kobiety były damami, mężczyźni dżentelmenami. A teraz, jedno pyta drugiego gdzie ci wszyscy się podziali. Czytaliśmy więcej książek. Trud jaki włożyliśmy w zdobycie jakiejkolwiek informacji był coś wart, w przeciwieństwie
do użycia wyszukiwarki. Teraz wszystko mamy praktycznie podane na tacy. A doceniamy proste rzeczy mniej.

Co się z nami stało? Czemu wszyscy skaczemy sobie do gardeł, bo jedno chce być lepsze od drugiego? Czemu poczucie naszej wartości zależy od tego jak jesteśmy odbierani przez otoczenie, a raczej przez ilość lajków na facebooku?

Nasza wrażliwość, godność, siła walki gdzieś znikła. Kłóćcie się ze mną, jeśli się mylę.
 

 
To uczucie kiedy już sama nie wiesz kim jesteś. Coś jakby każdego dnia tam w Tobie była inna osoba. Nie wiesz co lubisz, co Ci sprawia przyjemność, co Cię złości, nawet sposób w jaki okazujesz uczucia non stop się zmienia. Raz je okazujesz, następnym razem je ukrywasz. Wiec co tak naprawdę czyni Cię - sobą?

Czasem wydaje mi się, ze jestem martwa.
  • awatar Gość: Miłość czyni Cię sobą :) więc chodź, pomaluj mój świat...:*
  • awatar loveandpassion2016: A myślałam, że tylko ja tak mam. Strasznie dziwne uczucie ;/ Niby wiesz czego chcesz, a tak naprawdę tego nie chcesz. Masz marzenia, a po chwili orientujesz się, że one nic nie znaczą..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Ostatnio ktoś wdrożył mnie w życie Amy Winehouse. Utalentowana dziewczyna, niezwykle wrażliwa, która trochę się pogubila w życiu. Jej historia tak mną wstrząsnęła, że zdążyłam już obejrzeć mnóstwo nagrań z jej koncertów oraz wywiadów. Artyska nikogo nie udaje, jest sobą i nie przejmuje się opinią innych ludzi. Żyje po swojemu i tego się trzyma. Niestety cała presja związana ze sława, jej wrażliwość oraz otoczenie zniszczyło ja do granic możliwości. W moim sercu jednak ugoscila jako osoba, która obdarzyłam szacunkiem i podziwiam. Nie mogę powiedzieć, że jest przykładem do naśladowania, ale jest niecodzienna osobowością, której historie powinien znać każdy.

Swoją drogą, jak mogli pozwolić jej wejść na scenę w takim stanie w jakim była na ostatnim swoim koncercie, zmuszając ja do śpiewu. Ludzie są okrutni. XXI wiek, w którym główną rolę odgrywają pieniądze.

Jeśli macie innych artystów godnych polecenia, to chętnie posłucham.
 

 
Uwaga uwaga! Wiadomość z ostatniej chwili.

Jestem uzależniona od cukru.

Wykluczenie wszelkich słodyczy z mojego życia było największym błędem jaki mogłam popełnić. Uwielbiam czekoladę, to jest jak orgazm w buzi. I kogo ja oszukuje, że jest inaczej.

Trening z Mel B - ZALICZONY.
  • awatar happy bae: boże, jakbym słyszała siebie xD
  • awatar Salute, new me is comin ♛: Ale trening zaliczony! A według mnie i tak najlepszą opcją jest ograniczanie słodyczy, a nie od razu całkowita rezygnacja bo wtedy jeszcze bardziej do nich ciągnie. Trzymaj się :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Żyjemy w świecie gdzie znajomi są Twoja wizytówka. To z kim się zadajesz w jakimś stopniu świadczy o Tobie, a to czy ich masz czy nie, ma wpływ na to jak jesteś odbierany.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Buuuuum. Poleglam.
 

 
Dzisiaj nie miałam kompletnie czasu ani na Chodakowska, ani na Mel B. Jako że była śliczna pogoda miałam ogromną ochotę wyjść, założyć słuchawki na uszy i pobiegać, ale przygotowania do świąt dają w kość. Nawet nie przypuszczałam, że jestem w stanie tyle zrobić jednego dnia. Brawo ja >

Na szczęście rano zanim zaczęłam dzień zrobiłam kilka przysiadow, brzuszków. Bądźcie dumni

Jak tam wasze przygotowania? Mam nadzieje ze nie takie wyczerpujące jak moje.
 

 
Skalpel zaliczony!
 

 
Dzisiejszy dzień zaczęłam z Chodakowska. Z początku niechetnie, jednak kiedy się już weszłam w trans, poszło dość szybko.

Wieczorem miałam ogromną ochotę na nogi z mel b. Jako że mam taką figurę, gdzie brzuch chudnie najszybciej, a nóżki ostatnie, tak ćwiczenia na poszczególne partie są dla mnie fajna opcją. Właśnie dlatego byłam miłośniczka Mel B. Dzisiaj po dłuuuugim czasie przerwy zdecydowałam się dodać również jej treningi. I musze przyznać, zapomniałam ile satysfakcji sprawiały mi ćwiczenia z tą zajebiscie optymistyczna kobietą! Nie dość, że wplywała nieziemsko na moje samopoczucie, to jeszcze po tych kilku minutach wyczerpana zapomniałam o wszystkim. O ile pamiętam zestaw treningowy na nogi, idealnie je wysmuklal, a ten na pupę, super podnosił i pompowal pośladki. Nie wypowiem się na temat innych, bo przeważnie wybieralam właśnie te. Po inne sięgałam kiedy dopadło mnie znudzenie. Również nie narzekam, ale nie potrafię wypowiedzieć się na temat ich efektów.

Żeby nie popaść w monotonnie chce aby moje treningi były zróżnicowane. Jeśli będę miała ochotę robić skalpel Ewy Chodakowskiej (bo z pewnością z nią zostane) to zrobię, ale jeśli to nie będzie mój dzień to sięgnę po Mel B lub po inna aktywność fizyczna. Do niczego nie mam zamiaru się zmuszać.

Oczywiście będę starać się ćwiczyć jak najwięcej, jak najczęściej, ale chcę czerpać z tego satysfakcję, nie być do tego przymuszona.
 

 
Bloga założyłam w celu zmotywowania się do regularnych ćwiczeń oraz zdrowego trybu życia. Przez miesiąc szło mi świetnie! Ograniczyłam spożycie kalorii do 1500, a w połowie tego okresu postanowiłam zacząć regularnie robić Skalpel z Chodakowską.

Powiem szczerze, że tą trenerkę uwielbiałam jedynie za motywowanie ludzi do ćwiczeń, wspieranie ich oraz te wszystkie metamorfozy, do których się przyczyniła. Do samych ćwiczeń nigdy nie byłam przekonana, gdyż jak wiele ćwiczących twierdzi jest "monotonna", a sam program uważałam za zbyt "ciężki" dla mnie. Zdecydowanie bardziej wolałam treningi z Mel B, gdzie mogłam sobie poskakać, od czasu do czasu wkładając w to większy wysiłek. Jednak zainspirowana pewną youtuberką, która robiła miesięczny challenge z Ewą, robiąc przerwę jedynie raz w tygodniu, postanowiłam spróbować i ja.

Już pierwszego dnia, kiedy tylko dotrwałam do końca byłam mile zaskoczona efektami. Nie mówię tu o zmianie sylwetki, ale o samopoczuciu. Są to idealne ćwiczenia, które z pewnością pomogą Ci się odstresować po ciężkim dniu. Tak, z pozytywnym nastawieniem zaczęłam "naszą" przygodę. Na pewno nie wykonywałam ćwiczeń systematycznie. Ale myślę że 3 razy w tygodniu było, a minęły już dwa tygodnie.

Czy widzę jakieś efekty?

Owszem. Mięśnie są bardziej zarysowane.

Jednak od trzech dni wróciłam do starych nawyków zajadając słodycze, przy okazji trując się tzw. śmieciowym jedzeniem, którego staram się teraz unikać.

Bloga na pingerze założyłam w poszukiwaniu motywacji. Oglądając wasze efekty, wasze starania i siłę walki uwierzyłam również w siebie. Chcę opowiadać o swoich efektach i nawet jeśli w ogóle nie będę miała czytelników, to sama świadomość tego, że ktoś może być światkiem mojej porażki napędza mnie do działania.

Więc oto jestem.
 

 
Witam Was, jaszczureczki.